Polskie wyższe uczelnie publiczne opracowują strategię. Przez najbliższe 10 lat ma je wyprowadzić z kryzysu i zapaści, bo za obecne środki ani kształcić, ani badać naukowo, ani się rozwijać nie mogą. Wśród wielu pomysłów na to jak złu zaradzić, także sięgnięcie do kieszeni studentów studiów dziennych, choć to niejedyny pomysł.
Małe uczelnie nie mają racji bytu, więc trzeba je łączyć w duże. Do tego odpowiedni system finansowania, w którym partycypować będą sami studenci. Plus rozwój badań. To w telegraficznym skrócie założenie nowej koncepcji rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce, jakie zaprezentowano w Katowicach na Uniwersytecie Śląskim.
Projekt stworzony przez akademickie środowisko będzie teraz forsowany w Ministerstwie Edukacji. Musimy ruszyć z miejsca - szczególnie jeśli chodzi o tworzenie nowoczesnych uczelni wyższych i badawczych instytutów - mówił rektor Uniwersytetu Śląskiego, Przewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich prof. Wiesław Banyś.
Oprócz propozycji rektorów, którzy chcą, aby za studia po części płacili sami studenci - jest też propozycja reformy szkolnictwa wyższego, jaka powstała w resorcie edukacji. Według ministerialnych założeń, część kierunków byłaby w uczelniach zamawiana przez państwo i dzięki temu - studenci za nie by nie płacili. Reszta płatna w 100%.
- Na to się nie zgadzamy, bo to oznacza jedno - upolitycznienie studiów i samych uczelni - argumentował w Katowicach szef Fundacji Rektorów Polskich prof. Jerzy Woźnicki.
Teraz obie wersje projektu trafią pod obrady zgromadzenia plenarnego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Potem mają ruszyć rozmowy z resortem edukacji.