Woda w okolicznych rzekach powoli zaczęła opadać. Nie opadają jednak emocje. Często wręcz odwrotnie, napięcie rośnie, bo poszkodowani zaczynają zadawać pytania: czy naprawdę musiało dojść do takiej tragedii?
-
W Przyszowicach oprócz strażaków nikt nawet nie przyszedł zobaczyć co się dzieje - mówią mieszkańcy. Na antenie Telewizji Silesia za zalane domy obwiniają kopalnię Makoszowy.
Czy wszystkiemu winna jest natura, czy swój udział w katastrofie miał
również człowiek? Ludzkie niedopatrzenie, błąd czy zaniedbanie?
-
Rurociąg 1600 jest w sposób nieumiejętny przewiercany, nie zabezpieczono dostępu do zaworów przy potoku, a dzięki temu ta cała woda spłynęła do nas - zaznacza w wywiadzie dla stacji Romuald Baron, mieszkaniec Przyszowic.
Kopalnia tłumaczy, że regulacją potoku chciała zająć się już dawno, ale na drodze stanęła część mieszkańców. - Prawo jest takie, że nie możemy wkroczyć na cudze działki, jeżeli ich nie wykupimy lub nie będzie zgoda w postaci dzierżawy - wyjaśnia Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej. A zgody nie ma, bo kopalnia z mieszkańcami nie potrafi porozumieć się co do kwoty.
-
Dopiero jak coś się dzieje to robią, a tak to przyjdą, popatrzą i pójdą z powrotem - tłumaczy Zbigniew Kaczmarek z Przyszowic.