Brak szybkiego rozwiązania problemu należytej ochrony przeciwpowodziowej na terenie gminy Gierałtowice będzie główną przeszkodą w kontynuowaniu działalności przez kopalnię Sośnica-Makoszowy - poinformował internetowy serwis Wirtualny Nowy Przemysł.
W Kompanii Węglowej wskazują, że przeszło 70% wydobycia tej kopalni pochodzi obecnie z terenów gminy Gierałtowice. Do wybrania jest tam 98 milionów ton węgla. Bez takiej możliwości żywotność kopalni skróci się o 36 lat. W KW zaznaczają, że władze gminy wolą wywierać presję na kopalnię i ograniczać jej możliwość eksploatacji złoża, niż zadbać o sporządzenie i prawidłowe uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego uwzględniającego specyficzne uwarunkowania na obszarze gminy Gierałtowice. W efekcie stawia to pod znakiem zapytania ekonomiczny sens funkcjonowania kopalni Sośnica-Makoszowy.
Położona w powiecie gliwickim gmina Gierałtowice jest jedną z większych gmin województwa śląskiego. Z uwagi na powierzchnię użytków rolnych można zaliczyć ją do gmin rolniczych. To, co gminę tę wyróżnia spośród setek w Polsce podobnych, to zalegające pod jej powierzchnią bogate złoża węgla kamiennego, które od wielu lat są przedmiotem eksploatacji przez trzy kopalnie: Sośnica-Makoszowy", Knurów-Szczygłowice i Budryk (przy czym dwie pierwsze należą do Kompanii Węglowej, a ostatnia do Jastrzębskiej Spółki Węglowej). Ta szczególna okoliczność nadaje Gierałtowicom status gminy górniczej.
Działalność górnicza prowadzona w celu wydobycia węgla kamiennego - póki co podstawowego surowca energetycznego w Polsce - ma dwa odmienne oblicza.
Z jednej strony daje miejsca pracy (i nie chodzi tylko o miejsca pracy w samym zakładzie górniczym, każda kopalnia korzysta bowiem z usług i produktów wielu firm z terenu gminy) oraz stanowi liczące się źródła dochodów indywidualnych mieszkańców i gminy, na terenie której jest prowadzona. Gminną kasę górnictwo rokrocznie zasila podatkami od nieruchomości, opłatami za wieczyste użytkowanie gruntów, opłatą eksploatacyjną. Tylko w ubiegłym roku Kompania Węglowa wypłaciła gminie Gierałtowice 5,4 mln zł należnych podatków i opłat eksploatacyjnych.
Z drugiej strony obecność górnictwa podziemnego prowadzi do istotnych przeobrażeń w ukształtowaniu powierzchni terenu. Naprawa szkód górniczych i profilaktyka w gminie Gierałtowice kosztują sporo - w ubiegłym roku Kompania wydała na ten cel blisko 27 mln zł, w tym roku zaplanowała 32 mln zł. Ubiegłoroczna powódź w gminie Gierałtowice unaoczniła wszystkim, jak bardzo pilnym jest wykonanie robót hydrotechnicznych mających na celu regulację przecinającego obszar gminy potoku Chudowskiego oraz płynącej w północnej części gminy rzeki Kłodnica. Niewątpliwie górnictwo swoją wieloletnią działalnością poważnie zaburzyło pierwotny układ hydrologiczny i dlatego gotowe jest do podjęcia i sfinansowania niezbędnych robót hydrotechnicznych, dzięki którym obecne zagrożenie powodziowe zostałoby znacząco ograniczone.
Kopalnia Sośnica-Makoszowy od 2006 roku próbuje przystąpić do realizacji projektu Regulacja potoku Chudowskiego. Najpierw były długotrwałe procedury administracyjne, związane z opiniowaniem i uzgadnianiem projektu technicznego. Samo wydanie przez wojewodę śląskiego decyzji o warunkach prowadzenia robót zajęło 10 miesięcy, a rozpatrzenie przez ministra środowiska odwołania się Kompanii Węglowej od tej decyzji 12 miesięcy.
Kiedy pozostało już "tylko" uzyskanie pozwolenia na budowę na przeszkodzie stanął (i stoi nadal) brak prawa do korzystania przez Kompanię z niektórych nieruchomości, które wymagają trwałego zajęcia przez nowoprojektowane koryto potoku. Jak wskazują w Kompanii - mała grupka właścicieli nieruchomości położonych w dolinie potoku najwyraźniej uznała, że trafia się niepowtarzalna okazja do łatwego i dużego zarobku na gruntach przedstawiających faktycznie niewielką wartość rynkową (ok. 10 zł/m2 wg wycen rzeczoznawców majątkowych działających na zlecenie sądów powszechnych).
Oferta sprzedaży gruntów ze strony ich właścicieli to cena dochodząca do 150 zł/m2. Gra o grunty trwa, choć licytacja utknęła w martwym punkcie. Zarząd Kompanii nie zamierza wyłożyć na stół kwoty wielokrotnie przewyższającej rynkową wartość nieruchomości, tym bardziej, że to niejedyne grunty, jakie Kompania potrzebuje pozyskać na terenie gminy.
Precedens byłby - według Kompanii - groźny z kilku powodów. Ci, którzy już sprzedali swoje grunty górnictwu poczuliby się oczywiście stratni, a ci co jeszcze ich nie sprzedali - i rozważają propozycje kopalni - zapewne znacznie podbiliby ceny.
Zarząd spółki, której jedynym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, ma świadomość, że gospodaruje, ryzykuje i odpowiada nie za swój prywatny kapitał. Wie także, że z tego jak to robi będzie skrupulatnie rozliczony, nie tylko przez właściciela, lecz także przez odpowiednie państwowe organy kontrolne. Dlatego jest skłonny uczestniczyć w "grze" o grunty jedynie do pewnego racjonalnego pułapu.
Po zeszłorocznych bolesnych doświadczeniach powodziowych zmieniono w kraju prawo, tak by "święte" dotąd prawo własności nie stało już na przeszkodzie zadaniom mającym na celu usuwanie skutków powodzi i zabezpieczanie terenów przed ewentualną powtórką kataklizmu.
Niestety okazuje się, że na terenach górniczych nowe rozwiązania prawne nie specjalnie się sprawdzają, przedsiębiorca górniczy nie jest bowiem podmiotem uprawnionym do prowadzenia inwestycji przeciwpowodziowych na szczególnych zasadach, jeśli chodzi o korzystanie z cudzych nieruchomości.
Ustawowo uprawnieni do tego administratorzy potoków wcale nie przejawiają ochoty podjęcia się roli inwestora, nawet przy zapewnieniu, że to przedsiębiorca poniesie wszelkie koszty przedsięwzięcia. A zatem pat trwa, a Sośnica-Makoszowy stoi przed widmem likwidacji.